| Zmiana płci Mam na imię Piotrek. Jestem kobietą uwięzioną w ciele chłopaka. Muszę operacyjnie zmienić płeć. Jeśli nie - zabiję się!
Marzę o tym, żeby zamiast penisa mieć, hmmm... no, wiesz, co. Chciałbym siusiać na siedząco, malować się, nosić stanik i fikuśne majteczki z koronką - wzdycha Piotrek (17). Miękkim ruchem podnosi dłoń do twarzy, pociera pokryte świeżym zarostem policzki. - Boże, jak ja wyglądam?! - załamuje mu się głos. Często wzywa Boga: "Czym sobie na to zasłużyłem?", "Dlaczego wybrałeś mnie spośród 100 tys. dzieci?!". Piotr jest transseksualistą - dziewczyną uwięzioną w męskim ciele. Wyzwoleniem może być tylko operacja zmiany płci. - Ojciec mnie zabije, kiedy się o tym dowie! - mówi Piotr. - Przecież jestem jego ukochanym synem!
Mam syna!
- Ludzie, ludzie... mam syna! - siedemnaście lat temu ojciec Piotra szedł ulicami jednego z osiedli Gdańska, dzieląc się z sąsiadami radością: po trzech córkach, los się odmienił. - Tata przez tydzień świętował moje narodziny. Kumple ze stoczni zrzucili się na wózek i łóżeczko, bo przecież chłopak musi mieć wszystko nowe, a nie po siostrach! - opowiada Piotrek. Ojciec prowadzał syna na mecze Lechii Gdańsk i do stoczni, mówił: "Ty też będziesz kiedyś tu pracował". Uczył go również męskich zabaw: strzelania z wiatrówki do wróbli, kopania w piłkę, śpiewania kibolskich piosenek. - Cieszyłem się, że spędzam z nim czas, ale... wolałem podkradać zabawki siostrom. Najszczęśliwszy byłem, gdy oddawały mi ubrania, z których wyrosły. Szyłem z nich kreacje dla lalek - wspomina. Ojca to irytowało: - Nie zachowuj się jak baba! Na podwórko byś poszedł, do chłopaków!
Artykuł pochodzi z numeru 2/10 ze strony 30
| |