| Żywe mięso Świnie wrzucane żywcem do wrzątku, konie tak stłoczone, że ich własne kości przebijają ciało - oto gehenna zwierząt w Polsce
"Mieszkam w małej wiosce niedaleko rzeźni. Codziennie słyszę dolatujące stamtąd przeraźliwe ryki zarzynanych krów. Czasem widzę rzeźników w zakrwawionych fartuchach, którzy wyrzucają na gnój głowy i inne szczątki zwierząt. Widzę transporty, które przywożą zbite, poranione zwierzęta, brutalnie wpychane do rzeźni. Krowy zapierają się nogami, a pomocnicy tłuką je po głowach metalowymi prętami. Te okropne odgłosy bólu i przerażenia dźwięczą mi w głowie nawet w szkole. Czy nie ma prawa, które nakazywałoby bardziej humanitarne traktowanie zwierząt hodowlanych?"
Ilona
Droga naszej czytelniczki, 18-letniej Kamili, do jednej z organizacji zajmującej się prawami zwierząt prowadziła przez pole obok jej domu. Właśnie to miejsce pod lasem miejscowy rzeźnik wybrał na "odpady" swojej produkcji. Gdy nikt tego nie widział, wyrzucał tam resztki świń albo nawet całe zwłoki, jeśli tylko nie nadawały się na mięso. Psy rozwlekiwały krwawe szczątki po całym polu, a Kamila musiała codziennie patrzeć na ten makabryczny spektakl. "Wszyscy wokół bali się tego faceta. Jak kiedyś ktoś go postraszył sanepidem, chodził po wsi i groził sąsiadom. Wkurzyło mnie to, napisałam do 'zielonych' w najbliższym dużym mieście i oni poradzili mi, co mam robić. Teraz jestem wolontariuszką Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, a mój sąsiad już nie wyrzuca martwych świń na pole..." - opowiada Kamila.
"Nieuzasadnione lub niehumanitarne zabijanie zwierząt oraz znęcanie się nad nimi jest zabronione"
(Dz. U. z dn. 23 września 1997 r., art. 6, pkt 1)
Przez mękę do śmierci
Jesienią ubiegłego roku wybuchł skandal. Media opisywały i pokazywały torturę świń zabijanych w bestialski sposób w rzeźni w Żelistrzewie koło Pucka. Film nakręcili ukrytą kamerą działacze organizacji Animals. Świnie ogłuszano prądem i wieszano na haku. Tam wbijano im nóż w gardła. Zwierzęta wierzgały, bo nie zostały skutecznie ogłuszone. Część przeżyła też poderżnięcie gardeł i ich męka trwała. Koszmar kończył się w oparzarce - dużym pojemniku z wrzątkiem. Kończył? Nie dla świń. Jedna, wciąż żywa i przytomna, wrzucona do straszliwej kąpieli przeraźliwie kwiczała, unosiła poparzoną głowę, obijała się o ściany. I nikt nie reagował... Oczywiście nie znaczy to, że wszędzie w Polsce łamane jest prawo dotyczące traktowania zwierząt rzeźnych, ale zdarza się to stanowczo zbyt często! A przecież przepisy wyraźnie mówią, w jakich warunkach i w jaki sposób można zabijać zwierzęta hodowlane. Przede wszystkim według prawa, zwierzęta czekające na śmierć nie mogą widzieć umierania ani męczarni innych zwierząt, a przed zabiciem muszą być pozbawione świadomości. Pracownicy sfilmowanej rzeźni chyba o tym zapomnieli... Ale będą musieli sobie przypomnieć, bo w Unii Europejskiej przepisy dotyczące uboju są dużo surowiej przestrzegane. Jak na razie Trybunał Praw Zwierząt w Genewie uznał Polskę za kraj najokrutniej traktujący zwierzęta rzeźne...
"Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę"
(Dz. U. z dn. 23 września 1997 r., art. 1, pkt 1)
Smakosz morderca
"Zwierzęta rzeźne są sprowadzone do roli przedmiotów, kawałków mięsa, które trzeba przy jak najmniejszym nakładzie pracy i czasu przerobić na kotlety i hamburgery" - mówi Ewa Milewska, działaczka Frontu Wyzwolenia Zwierząt. Co na to druga strona? "Ludzie chcą jeść mięso i mają do tego prawo, a hodowcy chcą możliwie najtaniej zaspokoić popyt na nie. I tyle. Cierpienia zwierząt są nieuniknionym skutkiem ubocznym" - mówi szef kuchni jednej z warszawskich restauracji. Nie zgadza się na opublikowanie swojego nazwiska. Może dlatego, że w jego restauracji podaje się francuski przysmak, tzw. fois grais, czyli stłuszczone gęsie wątróbki. Aby go uzyskać, w ciągu kilkunastu dni doprowadza się u zdrowego ptaka do 15-krotnego powiększenia wątroby. Przez metalową rurę, wprowadzoną przez szyję do żołądka, wtłacza się gęsi ponad kilogram paszy dziennie. To tak, jakby człowiekowi przez 20 dni wtłaczać 300 kg tłustego jedzenia, co spowodowałoby powiększenie wątroby o ok. 25 kg. Z pewnością nikt nie przeżyłby takiej tortury. Zdarza się, że te gęsi popełniają samobójstwo, uderzając główkami o ścianę. "Zamiast zbliżać się do Europy, w której istnieją nowoczesne ustawy chroniące zwierzęta, oddalamy się" - mówił w 1998 roku Jacek Bożek z Klubu Gaja. W tej chwili dzięki staraniom tego klubu i Frontu Wyzwolenia Zwierząt obowiązuje ustawa zakazująca tuczu gęsi i kaczek na stłuszczone wątroby. Czy jednak ten proceder rzeczywiście jest już tylko przeszłością? Obrońcy praw zwierząt mają wątpliwości, bo docierają do nich sygnały, że gęsi nadal się tuczy, tyle że w zakładach zachowujących pozory legalności...
"Warunki chowu i hodowli zwierząt nie mogą powodować urazów i uszkodzeń ciała lub innych cierpień"
(Dz. U. z dn. 23 września 1997 r., art. 12, pkt 2)
Łzy koni
Magda kocha konie, sama ma jednego. "Zawsze myślałam, że w Polsce wszyscy lubią te zwierzęta tak jak ja. Bo nasza historia za tym przemawia: polska kawaleria itp. Jednak pozbyłam się złudzeń, kiedy znajomi mamy zaprosili nas do restauracji. Byłam w szoku, bo w menu znalazłam... koninę! Zrobiło mi się wtedy niedobrze, musiałam wyjść" - wspomina. Magda walczy teraz nie tylko przeciw jedzeniu mięsa końskiego, ale też przeciwko transportowi koni na zachód Europy. "Kto uważa, że nie ma się czym przejmować, niech sobie obejrzy zdjęcia publikowane przez organizacje broniące praw zwierząt. To horror. Przerażone konie krwawią, bo połamane kości przebijają im skórę. Na zdjęciach widać, że płaczą. Nie można zapomnieć takiego obrazu..." - mówi Magda cicho. Konie transportowane są na rzeź w makabrycznych, trudnych do wyobrażenia warunkach. Stoją ciasno stłoczone, bo na jedno zwierzę przypada niewiele ponad pół metra kwadratowego, tratują się nawzajem. Podczas trwającej kilka dni podróży padają z wycieńczenia, bo nikt nie podaje im paszy ani wody (w pojazdach transportowych nie ma na to miejsca). Te, które się przewrócą, są porażane prądem. Jeśli wstaną o własnych siłach, jadą dalej, jeśli nie zdołają - są dobijane na poboczu drogi. Włosi życzą sobie koni w dobrym stanie, mięso z takich jest najsmaczniejsze... "Sposób, w jaki zwierzęta są przewożone, nie spełnia wymogów ustawy o ochronie zwierząt. Mało tego, uważamy, że nigdy nie będzie on humanitarny. Dlatego kategorycznie żądamy zakazu eksportu koni na rzeź" - mówi Wojciech Owczarz z Klubu Gaja. Dzięki akcji Gai "Zwierzę nie jest rzeczą" w ciągu trzech lat eksport żywych koni znacznie się zmniejszył. W 1998 roku z Polski wywieziono 86 tysięcy koni, a w 2002 roku - 30 tysięcy. Jednak ta liczba cierpiących zwierząt wciąż jest zatrważająca.
Możesz pomóc
Los zwierząt nie jest Ci obojętny? Chciałabyś pomóc maltretowanym stworzeniom?
Zgłoś się do jednej z organizacji!
http://www.viva.org.pl
http://www.klubgaja.pl
http://www.fwz.jawsieci.pl
Fabryka cierpienia
Na kurzych fermach ptakom obcina się dzioby rozżarzonym do czerwoności żelazem (w stresie mogą być agresywne i ranić się nawzajem), wciska się je po pięć lub sześć do malutkiej klatki. Po półtora roku i zniesieniu przez każdą kurę około trzystu jajek wysyła się je na rzeź. Ich mięso przerabiane jest na karmę dla psów lub parówki drobiowe.
Czym jest kurczak z rożna?
Brojlery, czyli kurczaki hodowane na mięso, trzymane są w metalowych klatkach lub w ciemnych szopach, gdzie leżą na własnych odchodach i na zwłokach ptaków, które umarły z powodu brudu, uduszenia się lub stresu. Po 48 dniach są zabijane. Brojlery spędzają większość życia w takim bólu, że nie są nawet zdolne do poruszania się. Śmierć to dla nich wybawienie.
Serce gwiazd
Sławni wegetarianie, miłośnicy zwierząt: Alec Baldwin, Liv Tyler, Ozzy Osbourne, Lenny Kravitz, Orlando Bloom, Josh Hartnett, Bob Dylan
POLECAMY: W.owczarz "Widziałem, jak konie płaczą"
Książka o cierpieniu zwierząt i o ludziach, którzy pragną im pomóc.
Artykuł pochodzi z numeru 03/04 ze strony 26
| |